Kliknij i rozlicz PIT za darmo!

program do pit - darmowy

donata

Od dziś będziemy przedstawiać i przybliżać sylwetki naszych przyjaciół także z innej – tej „nie śpiewającej” strony.

Myślę , że zaciekawi Was ich zwykła codzienność. Spróbujemy pokazać gdzie szukają motywacji do swoich działań, co ich cieszy , co daje satysfakcję, co denerwuje, wkurza i smuci.

Po szarej rzeczywistości poprzedników pora na męskiego siłacza i optymistę – męża, ojca , przyjaciela , społecznika… po prostu człowieka, z którym niejedno udało się nam zdziałać…ŁUKASZA BARUCHA.

Oto co napisał w swoim liście:

Dla mnie ten powoli mijający rok był pełen zdarzeń i wrażeń – głównie pozytywnych. Splot okoliczności spowodował, że wpadłem na pomysł pociągnięcia tematu przybliżania ludziom świata osób niewidomych i słabo widzących. Pochwaliłem się w filmikach na You Tubie (wpiszcie „Łukasz Baruch – niewidomy facet…”), że potrafię wyprasować koszulę, ugotować zupę, czy upiec ciasto. Wspólnie z ekipą z naszej Fundacji „Wygrajmy Razem” (Karoliną, Justyną, Kasią i Grześkiem) ruszyłem do przedszkoli i szkół podstawowych w Dąbrowie Górniczej i nie tylko. Akcja „Miej Obraz Osoby Niewidomej” to jeden z naszych, najlepszych projektów. Do dziś byliśmy już w 20 placówkach i edukacyjnie oraz rzecz jasna, kulturalnie spędziliśmy świetnie czas z ponad półtora tysiącem dzieciaków. Jest to niewątpliwie najbardziej medialna inicjatywa jakiej dokonałem przez niemal dwanaście lat działalności. Opowiadałem o niej w TVP1, TVP2, TVP3 Katowice i w TVN. Ciągle się rozwijamy i mamy nowe pomysły na rozszerzanie akcji. Justyna zaprojektowała piękne kolorowanki, które rozdajemy dzieciom, a w nadchodzącym roku planujemy zrobić film animowany o niewidomych i nagrać płytę z autorskimi piosenkami dla dzieci. Pozostałe projekty naszej fundacji też wypadły świetnie. Spotkałem się ze starymi znajomymi i poznałem paru fajnych ludzików.

Jeśli chodzi o moją działalność artystyczną to też nie mogę narzekać – koncertów miałem sporo. Niewątpliwie największym, artystycznym przeżyciem był dla mnie występ w „Piwnicy Pod Baranami”. Zaśpiewałem kawałek pod tytułem „Kalejdoskopy” z własnym tekstem i muzyką Grześka Dowgiałlo przy jego akompaniamencie. Koncert w piwnicy zorganizowała krakowska Fundacja „Siódmy Zmysł”. Pomysł tak się spodobał, że w nadchodzącym roku ruszamy z nim w Polskę, oczywiście nie zapominając o naszej Dąbrowie Górniczej.

Z pięknych momentów mijającego roku nie mogę zapomnieć o nagrodach – „Uskrzydlony z sercem” i tytułu polskiego „Mistera Disabled”.

Obok działań artystycznych były też i społeczne – kandydowałem do dąbrowskiej Rady Miejskiej. Nie udało się dostać, ale miałem trzeci wynik w moim okręgu. To znakomicie wróży na przyszłość.

W życiu rodzinnym też OKEY. Nie mam za bardzo czasu na siłownię, więc mogę się pochwalić zaawansowaną już ciążą spożywczą :) Moja żonka kwitnie jak najbardziej, a nasze słoneczko – Blanusia właśnie skończyła 3 lata. Były to najdłuższe urodziny jakie pamiętam, bo pierwszych gości miała już w połowie listopada (oczywiście był tort i świeczki). Potem świętowała w swoim przedszkolu, następnie z dzieciakami

w „Babilandii” (znów tort ze świeczkami ), no i na koniec z rodzinką i trzecim tortem – tym najlepszym, bo upiekła go mamusia …:)

Reasumując – nie sposób narzekać, byle zdrowie dopisało. Jedyne czego mi brakuje to spotkań z Przyjaciółmi. Nie jeżdżę na konkursy i ostatnio nie brałem udziału

w projektach z kilkoma ludzikami za którymi tęsknię. Nie będę wymieniał, żeby nie wymienionym nie robić przykrości…

Życie nas wciąga i coraz częściej ważniejsze jest to co do gara włożyć, niż artystyczne wycieczki po Polsce. Z racji, że niektórzy mieszkają dość daleko, pozostaje tylko telefon lub Facebook, a i na to brakuje mi czasu. Dobrze, że chociaż sami robimy projekty, do których możemy zaprosić tych, za którymi tęsknimy. :)

A kto Zarządowi zabroni? :) Ściskam wszystkich z Fundacji „Przyjaciele”, a najbardziej Ciotkę Donię.

Teraz kobieta- nasza ogromnie zdolna, kochana i życzliwa, pracowita i zawsze pomocna JUSTYNA MARGIELEWSKA.

„Justa czyli ja miotam się tu i tam ze swoimi marzeniami. Jestem jak pies dalmatyńczyk, który gdzieś w pogoni za marchewką zgubił swoje kropki. Z jednej strony mogę być z siebie zadowolona, ponieważ udało mi się być na dobrze znanym przez profesjonalistów festiwalu filmów animowanych „ANIMATOR” w Poznaniu i to nie w charakterze widza, ale jednak (jak na razie) nie szaleje za moimi rysunkami żadna wytwórnia filmowa, ani wydawnictwa komiksowe, czy literackie. Oczywiście, nigdy nie będę najlepszym rysownikiem w Polsce ( niemożliwe z powodów nie do końca zależnych ode mnie), ale zawsze, tak po cichu marzyło mi się o byciu kimś niszowym, ale docenionym.

Jednak to pryszcz. Gorzej, że przez ostatnie dni listopada (ja rozumiem, że ten miesiąc nie nastawia zbyt optymistycznie do życia), otrzymałam kilka bardzo niemiłych komentarzy dotyczących moich rysunków i tekstów. Zwykle nie gniewam się, gdy ktoś mi pisze „popraw te kolory, lepsze kontury i popracuj nad proporcjami, albo to mnie interesuje”, ale gdy ktoś wyraża się o tym, co robię jako o „robocie dzieciaka z podstawówki, który krzywo przerysował czyjeś rysunki, a jego blog to niezrozumiały bełkot”, to człowiek traci zapał… a już na pewno wiarę w swoje umiejętności.

O ile na anty konstruktywne krytykowanie moich rysunków, nawet się jakoś uodporniłam, o tyle z tekstami jest gorzej. Moje niezadowolenie potęguje fakt „lajkowania” przez innych tego hejtu. Jakby im własnych słów brakło. To ponoć nazywa się psychologią tłumu. Żeby było jasne, już nigdzie indziej nie przeczytacie mądrości tej osoby, ponieważ postarałem się o usuniecie postów z pewnej strony www, którą redaguję. Wiem, zachowałam się jak wstrętny cenzor, walczący z wolnością słowa (co nie idzie w parze z moim dziennikarskiemu wykształceniem), ale po co dalej… miałam sobie psuć nerwy?

Przy okazji okazało się jeszcze, że publikowanie linków do moich animacji na jednej z internetowych forów rysowniczych, skutkowało tym, że już tam nie jestem, bo administratorzy chyba mieli dość moich postaci. Tylko dlaczego w Internecie łatwiej o znalezienie prac faktycznie skopiowanych od kogoś, nagradzanych lajkami

i masę komentarzy, które zamiast motywować rysownika / pisarza / muzyka… wywołują u niego dysonans poznawczy?

Żeby nie było, że ja tylko narzekam, to jeszcze opowiem o czymś co wywołuje u mnie lekko zdziwiony uśmiech i zdecydowanie pozytywne uczucia. Mowa tutaj o akcji edukacyjnej nie z tej ziemi, czyli o projekcie „MOON”. Jest do przedsięwzięcia Łukasza, Karoliny, Kasi i Grześka z Fundacji „Wygrajmy razem”. Dorzuciłam swoje kilkunastostronicowe kolorowanki w formacie A5. I śmiać mi się chce, jak po warsztatach dzieciaki biegają do ławek i od razu kolorują TE ZNIENAWIDZONE w pewnych obszarach Internetu RYSUNKI. Jeśli mowa o akcji „MOON” to już zostały wydrukowane wielkoformatowe obrazki, które wkrótce, wraz z dzieciakami będziemy kolorować i niewątpliwie, będzie to dla mnie miłe zakończenie tego pechowego listopada. Dodam jeszcze, że nikt z najlepszych rysowników w Internecie nie pochwalił się swoimi rysunkami we formacie A1, jakby się bali, że im nie wyjdzie, a ja tak… I kto tu powinien rządzić w Internetach, no kto?

Tak na marginesie, jak jeszcze raz będą mi pieść takie hejty, to w końcu zdecyduję się nakręcić filmiki na You Tube, o tym jak się rysuje, choćbym nie wiem jak musiałabym kombinować i wtedy żarty się skończą… Czy ja wspomniałam, że robię nowy film animowany, a właściwie serial? Można to sprawdzić tutaj:

https://www.youtube.com/user/projektjusty

Tak na marginesie marginesów, o tym serialu może Wam opowiedzieć jedna z naszych Przyjaciół, ale kto to jest… to już niespodzianka!

Od dziś będziemy przedstawiać i przybliżać sylwetki naszych przyjaciół także z innej – tej „nie śpiewającej” strony.

Myślę , że zaciekawi Was ich zwykła codzienność. Spróbujemy pokazać gdzie szukają motywacji do swoich działań, co ich cieszy , co daje satysfakcję, co denerwuje, wkurza i smuci.

Dzisiaj dowiemy się co słychać u naszego Przemka Cackowskiego, któremu życie bardzo, bardzo nadwyrężyło zdrowie… oraz u najbardziej optymistycznej, zawsze uśmiechniętej i najczęściej zadowolonej z życia i ludzi Moniki Czerczak.

PRZEMYSŁAW CACKOWSKI

„ …Jeszcze trwam na posterunku, ale czasem łatwo nie jest … W wakacje zrobiło się mnie trochę mniej , bo ci w białych uniformach odrąbali mi dwa palce u nogi , ale najbardziej wnerwiają mnie te dializy, bo to jednak uziemia w jednym miejscu i ciężko zaplanować nawet weekend poza Grudziądzem.

Ostatnio mam jakieś jazdy emocjonalne na skutek zawiedzionej miłości i mej nie rozumianej duszy romantyka… ale to pierdoły!:

Muzycznie działam! Trwają zaawansowane prace nad płytą, która mam nadzieję, ukaże się

w styczniu/lutym. Lada moment wyjdzie płyta Sławka Wierzcholskiego, na której też się udzielam. Kilka koncertów jeszcze mnie czeka m.in. ze Zbigniewem Górnym .

MONIKA CZERCZAK

Zabrzmi to dzisiaj zdecydowanie w tonacji molowej…

Ten  cały rok mogę nazwać porażką. Miał być pełen zmian, natomiast jest pełen niewypałów…
Miała być przeprowadzka, studia… Ale zawiedli ludzie, instytucje, miejsca, zdrowie. Zawiodłam się na przyjaciołach, pożegnałam niedawno kolejną osobę z rodziny, nie przedłużyli mi umowy w pracy, zaś z poprzednim pracodawcą nie mogę się dogadać. Szwankuje mi nowy sprzęt (komputer), a i urzędy męczą o różne dokumenty, których sama nie jestem w stanie sobie wystawić, zaś Ci, do których to zadanie należy, nie odbierają ode mnie telefonów. Pieniądze się rozchodzą, marzenia sypią…Nawet moje pasję wyjątkowo umilkły. Po raz pierwszy nie miałam żadnych koncertów, na tandem wsiadłam tylko 2 razy, bo zabrakło pilotów na przednie siodełko… Jednym słowem PORAŻKA. Bardzo często mam problemy z zasypianiem, a wtedy przychodzą na człowieka najczarniejsze myśli, wtedy pamięta się tylko o tym, co nam nie wyszło, kto nas zawiódł i kogo my rozczarowaliśmy. A w tym roku takich nocy mam za sobą wiele… Bardzo liczę na to, że to jedyny taki czas, który pokrywają same czarne i szare plamy.

Jutro z pewnością zaświeci słońce…”

Od dziś będziemy przedstawiać i przybliżać sylwetki naszych przyjaciół także z innej – tej „nie śpiewającej” strony. Myślę , że zaciekawi Was ich zwykła codzienność. Spróbujemy pokazać gdzie szukają motywacji do swoich działań, co ich cieszy, co daje satysfakcję etc.

Na pierwszy rzut

– DARIUSZ PIOTROWSKI – nasz śpiewający i piszący wiersze „Honzik”, który od października spełnia się jako wolontariusz Centrum Zdrowia Dziecka.

W podwarszawskim Centrum Zdrowia Dziecka przebywają na długotrwałej hospitalizacji dzieci z różnymi schorzeniami. W tym niełatwym niejednokrotne pobycie przez cały czas towarzyszą im

rodzice. Są z nimi przez 24 godziny na dobę. Stąd właśnie wziął się pomysł programu „Wyspa spokojnych rodziców” organizowanego przez Fundację „Dajemy Dzieciom Siłę”. Wolontariusze, którzy biorą udział w programie pojawiają się na oddziale, aby przez dwie godzinyprzeprowadzać z dziećmi zajęcia plastyczne lub pograć z nimi w gry planszowe. Jest to dla dzieci możliwość chociażby chwilowego zapomnienia o bólu, troskach życia szpitalnego, zaś dla rodziców okazja do zaczerpnięcia oddechu, odpoczynku i zregenerowania sił.

Jestem bardzo zadowolony z tego, że od początku października biorę udział w tym programie. Wszyscy wolontariusze przychodzą na oddział w specjalnych, ciemnoczerwonych koszulkach – z przodu widnieje logo programu WYSPA , z tyłu zaś, duże białe litery oznajmiają: „Jestem tu, żeby ci pomóc”. Oprócz koszulek, naszego znaku rozpoznawczego, przynosimy dzieciakom dużo uśmiechu oraz pomysły na wspólne spędzenie czasu.

Oprócz wolontariatu, program WYSPA zapewnia także opiekę psychologiczną, a także udziela rodzinom praktycznych informacji na temat szpitala, w którym przebywa dziecko. Program jest realizowany w Centrum Zdrowia Dziecka, na Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej oraz w gdańskiej Klinice Pediatrii, Hematologii i Onkologii na tamtejszym Uniwersyteckim Centrum Klinicznym.

www.programwyspa.pl

https://web.facebook.com/wyspa.spokojnych.rodzicow/

Teraz kobieta – ANNA ROSSA – nasza kochana pani psycholog, która pomogła już niejednemu (niejednej). Była bardzo, bardzo chora….

W kwietniu urodzi synka. Oto co napisała:

U mnie w miarę dobrze, chyba że zjem coś, co małemu nie pasuje, to wtedy już nie dobrze.:-)

Miałam się wziąć za sprawy muzyczne, ale przeziębienie było pierwsze:-( Teraz już w miarę wracam do głosu.

Co do przygotowań to mamy już wózek 3w1  i upatrzone łóżeczko turystyczne. Dopiero się zacznie akcja wyprawka…. A może ktoś poleci jakieś przydatne dziecięce akcesoria?

Pozdrawiamy serdecznie

Ania, Łukasz i prawdopodobnie Kamil :-)

Kochani!

Właśnie zakończyliśmy kolejne i – ze smutkiem muszę to przyznać, być może ostatnie warsztaty wokalne. Czaplinek przywitał nas bardzo gorąco, później zaś chyba rzeczywiście z żalu zalał nas potokiem deszczowych łez.

Tym razem koncert przyjaciół był wstępem do warsztatów i jednocześnie zakończeniem Dni Czaplinka.

Na scenie zaśpiewały Iza Fabisiak, która rozruszała całe towarzystwo, a występować jako pierwsza to zawsze najtrudniejsze wyzwanie (jednak dla naszej zdolnej Izy to przecież drobiazg ;)

Następnie Anna Rossa oczarowała i wzruszyła wszystkich utworami własnego autorstwa. Po niej na scenę wpadł wulkan energii, czyli Agnieszka Chrząstek! Jak zwykle nie omieszkała porwać do tańca mężczyznę, wyłowionego spośród widowni :)

Monika Czerczak w tym roku podjęła się nowej roli, czytając wiersze znanego wam już naszego poety Dariusza Piotrowskiego :)

Marta Tylkowska towarzyszyła nam tym razem duchowo, ponieważ została po raz kolejny mamą i maleńki Miłoszek o tej porze pragnął już tylko spać.

Koncert poprowadziła wspaniała Maja Konarska, która w czasie warsztatów prowadziła także zajęcia terapeutyczne.

Przygotowania do występów – naukę emisji głosu, wymowy i interpretacji – prowadziła nasza kochana pedagog, wokalistka jazzowa Agnieszka Wilczyńska! W tym roku dołączyła do nas jej siostra Asia oraz młodziutka Ida, wspierały nas jako wolontariuszki. Ogromnie dziękujemy za zaangażowanie!

Jednak nie tylko wokalne talenty gościliśmy w Czaplinku! Justyna Margielewska ujawniła nam w tym roku swoje zdolności! Nie dość, że pięknie rysuje, to jeszcze na zamówienie! Nie ma dla niej postaci bajkowej czy innego zadania, którego by nie wykonała !

W kilka minut tworzyła kolorowanki dla dzieci odwiedzające stoisko naszej Fundacji, malowała na szkle, drewnie a nawet na twarzach, oczywiście odpowiednimi farbami. Udekorowała też szkatułkę – prezent – dla naszej pary Ani i Łukasza, którzy wraz z nami świętowali swoją czwartą rocznicę poznania.

Wśród uczestników panowała jak zwykle ciepła, przyjacielska wręcz rodzinna atmosfera. Poczucie humoru nikogo nie opuszczało, tak podczas zajęć, wspólnych rozśpiewanek jak i wieczorów ;)

Co tam dla nas deszcz! Jesteśmy dowodem na to, że przyjaciele w czasie deszczu się nie nudzą! :)

Bardzo chcielibyśmy spotkać się w przyszłym roku ,organizować warsztaty jeszcze przez wiele, wiele lat. by szlifować przeróżne talenty naszych podopiecznych!

 

Niektórzy wpadli na pomysł, by przelewać regularnie, co miesiąc kilka złotych na konto Fundacji . Chyba niezły pomysł !?
Jeśli myślicie tak samo, będziemy wdzięczni:)
oto dane:

KRS 0000143890

Bank Millenium
nr rachunku

89 1160 2202 0000 0003 3153 8315

Fundacja Przyjaciele

ul. Gubinowska 20

02-956 Warszawa

Napisała: wokalistka, recytatorka i administrator strony facebook Fundacji

Monika Czerczak

program do pit - darmowy
Rozlicz PIT programem on-line

opp1proc

OPPok.indd

Fundacja "Przyjaciele" jest to Otganizacja Pożytku Publicznego i jest uprawniona do otrzymywania 1% podatku.

 1procent

Zapamiętaj nasz KRS: 0000143890

 

Jesteśmy w ngo.pl

logo ngo.pl